niedziela, 26 października 2014

Kasisi i farma krokodyli

Heja,
Kolejny weekend w Afryce za mną J W sobotę przed południem malowaliśmy sufity w sali konferencyjnej w budynku przedszkola.  Podczas naszej pracy, w kościele odbywał się ślub. Zdziwiło mnie, że odprawiany był tak wcześnie … widocznie w Zambii wolą świętować dłużej J Ojciec Jacek opowiadał, że związek małżeński zawierają przeważnie pary, które żyją już ze sobą wiele lat i bardzo często mają dzieci. Wzięcie ślubu jest więc czystą formalnością. Była biała suknia (a raczej lekko szarawa :P), garnitur i przystrojony samochód.
Po obiedzie wybraliśmy się z Kubą na spacer. Dotarliśmy do urokliwych miejsc, których wcześniej nie widziałam, choć w zasadzie znajdowały się za murem naszej parafii. Ogromnym moim błędem było założenie spódniczki powyżej kolan. Nie mogłam się odpędzić od lokalnych facetów :D Z początku nie zorientowałam się, że moja osoba wywołuje takie emocje, dopiero po którymś z kolei gwiździe i zawołaniu Kuba uświadomił mnie, że chyba ich lekko wodzę na pokuszenie. I to wcale nie dlatego, że mam zgrabne nogi ale BIAŁE!
Dotarliśmy na targ, który ukryty jest pomiędzy domami. Można było tam kupić świeże ryby, warzywa, owoce i w sumie wszystko inne. Mieszkańcy byli niezwykle poruszeni naszą obecnością i bardzo chętnie pozowali nam do zdjęć. Często sami prosili by ich fotografować i robili różne, śmieszne pozy. Swoją drogą, Afrykańczycy są niezwykle fotogeniczni! Dodatkowo, mieliśmy Kubą cudowne światło, bo akurat zachodziło słońce. Kilka zdjęć załączam J
Z jedną babeczką ubiłam targu i kupiłam dwa piękne materiały za 50 K (25 zł). Od początku upatrzyłam sobie piękną fioletową tkaninę ale spytałam się tej kobiety (imienia nie pamiętam), w której najlepiej bym jej zdaniem wyglądała.  Bez wahania wskazała mi tę, które wcześniej sobie wybrałam J Teraz będę sobie z niej robić długą spódnicę i nie będę nikogo prowokować J W Polsce może przerobię ją na jakąś serwetę, szal lub sukienkę J
Noc była uciążliwa bo bardzo gorąca, zasnęłam dopiero po 2. Bez problemu jednak udało mi się wstać po godzinie 6 by na 7:00 udać się na Mszę św. w języku angielskim. Jak zwykle kościół był pełny, wierni rozśpiewani i radośni. Na ogłoszeniach zostaliśmy zaproszeni na środek i oficjalnie przedstawieni.
Po mszy wybraliśmy się na krótki spacer, by pokazać Justynie i Beacie targ ale ze względu na dzień świąteczny większość sklepów/pubów była zamknięta. Oczywiście dopadła nas cała chmara dzieci, która odprowadziła nas pod samą bramę J
Następnie przyjechał po nas o. Jacek i zabrał na wycieczkę. Pierwszym punktem był sierociniec w Kasisi. Misję w Kasisi przejęły siostry Służebniczki Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej ze Starej Wsi. Główną przełożoną jest s. Mariola. Oprócz niej pracuje tam jeszcze pięć polskich sióstr, m.in. siostry bliźniaczki. Choć może zabrzmi to dziwnie ale oczarowało mnie to miejsce i pewnie każdy z Was powiedziałby to samo.  Jest to istny raj na ziemi dla tych dzieciaków (jest ich 250), które są w różnym wieku. Trafiają tam głównie sieroty, których np. matki umierały przy porodzie lub na AIDS, a ojcowie nie byli się w stanie nimi opiekować. Najwięcej jest tam maluszków do lat 6. Sierociniec (choć ta nazwa naprawdę mi nie pasuje!) jest umiejscowiony za miastem, ma piękny ogród, jest niezwykle zadbany, schludny i doskonale wyposażony. Dzieciakom niczego tam nie brakuje i są bardzo szczęśliwe. Tym wspaniałym miejscem zajęły się różne organizacje, a nawet sama prezydentowa Bush. Niedawno ośrodek odwiedził także premier Tusk oraz Szymon Hołownia, który założył fundację Kasisi. Polecam stronkę, z której możecie się wszystkiego dowiedzieć:  http://www.fundacjakasisi.pl/pl/. Siostry dostały także mnóstwo wyróżnień oraz nagród … i słusznie. Są niezwykle oddane swojej pracy.
Po wspaniałej wizycie u dzieciaków pojechaliśmy na farmę krokodyli. Jest to jedna (a w zasadzie jedyna) z większych atrakcji w Lusace i w weekendy odwiedza ją sporo Zambijczyków. I tym razem nie było inaczej. Teren farmy jest bardzo zielony i znajdują się na nim różne okazy węży, jaszczurek i krokodyli. Są miejsce na grille, wędkowanie, plac zabaw i mini golf. Odwiedziliśmy także mini rezerwat ptaków, w którym znajdowały się m.in. nasze polskie boćki. Punktem kulminacyjnym wizyty na farmie była konsumpcja mięsa krokodyla. I choć wiele osób mówiło, że smakuje jak ryba z kurczakiem to muszę przyznać, że ja tam ryby nie czułam. Stwierdziliśmy, że jest to raczej połączenie kurczaka z wieprzowiną. Było to bardzo dobre, grillowane, białe mięsko, a przy tym zdrowe i niedrogie (35K za kg). Mam nadzieję, że nie uraziłam wegetarian J
Dziś bardzo dużo jeździliśmy samochodem i można było zaobserwować jak zmienia się Zambia. Jest wiele inwestycji, budują się drogi i domy. I choć nadal daleko jej do zachodnich standardów to jednak widać olbrzymi postęp.
Na koniec dnia odwiedziliśmy ks. Wojtka, który mieszka w drugiej części Lusaki. Sam przy pomocy Kazika, murarza z Polski, zdołał zbudować w ciągu roku kościół, który nie odstaje od europejskich świątyń. Jest perfekcyjne zaprojektowany i wykończony, piękny w swej prostocie. Parafia liczy ok. 3-4 tysięcy wiernych.
To był cudowny, pełen wrażeń weekend. Czas iść spać i jutro zacząć nowy tydzień na czarnym lądzie J
Ścisk,

Dosia


procesja z obrazem

pozowane z rowerem

zapraszamy do parafii w Lindzie! 

Siesta

Domek termitów

Modelka

Sklepik kolonialny!

No to jedziem...

słodziaki a w tle albinos

Mała boska :)

próba chóru parafialnego

Po niedzielnej mszy

w nowej kiecce

czarna mamba, którą można spotkać w ogródku (czasem)

Najpierw podziwialiśmy krokodyle ... 

.... a później się nimi zajadaliśmy :(

Sto lat młodej parze :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz