sobota, 22 listopada 2014

Szkoła w Chilandze i próba chóru :)

Hej J
Jak tam w mojej kochanej ojczyźnie? Był już pierwszy śnieg? J U nas dwa dni padało i później zrobiło się dość chłodno jak na Afrykę, ale na szczęście już wszystko wróciło do normy i znów cieszymy się słońcem. W czwartek wraz z Johnem (dyrektorem szkoły w Lindzie) byliśmy na zakupach w Lusace. Kupiliśmy przybory potrzebne do poniedziałkowego konkursu plastycznego; kolorowe brystole, kredki, nożyczki, a także kolorowe tablice z angielskimi nazwami ptaków i pięć oksfordzkich słowników. W Polsce są  bardzo drogie, a tu zapłaciłam za jeden niecałe 60 K (30 zł). Później John pomógł mi w wyborze roweru. Kupiliśmy go w hinduskim sklepie, w bardzo przystępnej cenie 550 K (250 zł). Dzień zaliczam do udanych, bo rozmowa z tak wartościowym człowiekiem pozwoliła mi uświadomić sobie i docenić wiele aspektów. John ma 40 lat i od dwudziestu lat jest w związku małżeńskim z jedną żoną, co należy tu do rzadkości. Ma trójkę dzieci, osiemnastoletnią córkę i dwóch dorastających synów. Od 7 lat prowadzi szkołę i bardzo angażuje się w życie wspólnoty parafialnej. Dużo rozmawialiśmy o hierarchii wartości, wierze, miłości, rodzinie. Stwierdziliśmy, że mimo iż wychowaliśmy się w zupełnie innych kulturach, nasze poglądy na życie są bardzo podobne. I to jest piękne!
Wczoraj miałam swój debiut na rowerze. Całą drogę pod górę …. Masakra! Zwłaszcza w takim upale. Po asfalcie jedzie się dobrze, ale na wertepach ma się wrażenie, że rower zaraz się rozklekocze. Lusaka położona jest 1200 m.n.p.m i tutejszy krajobraz przypomina nasze Bieszczady. Jest pięknie ale na rowerze jeździ się ciężko :P Jestem przyzwyczajona do jeżdżenia raczej po nizinnych terenach. Zawsze to jakieś nowe doświadczenie. Do szkoły dojechałam po 8. Dzieciaki już były w klasie i miały test. Musiały pokolorować odpowiednie elementy motyla (zdjęcia poniżej). Kiedy skończyły, rozdałam im kartki i ołówki. Następnie, czytałam im opowiadanie biblijne po angielsku o Danielu,
a one wyłapywały z tekstu różne rzeczy i je rysowały. Np. king, prisoner, palace, lion itd. Bardzo dobrze sobie z tym poradziły J Dzieciaki są bystre, ale jednocześnie głośne i ciężko je uspokoić. Po trzech godzinach mówienia, a w zasadzie krzyczenia, bolało mnie gardło :P Na przerwie pozowały mi do zdjęć, więc mam sporo, dziecięcych portretów J Chyba będę musiała zrobić jakąś wystawę po powrocie do Polski. W piątek lekcje trwały tylko do 12:00, siostry zaprosiły mnie na lunch, więc zjadłam z nimi dobrą rybkę. Droga powrotna była nieco łatwiejsza, bo jechałam z górki ale słońce było mocniejsze. Po południu przygotowywaliśmy kolację z okazji czwartkowych urodzin Justyny. Mieliśmy gościa, o. Janusza – werbista z miasta Kabwe, na północy Zambii. Zrobiliśmy kurczaka, surówki, Justyna przygotowała blok czekoladowy (pycha!) i dżem z mango. Uczta była na wypasie J Spóźniłam się na nią trochę bo miałam próbę z chórem parafialnym. Uczyłam ich psalmów responsoryjnych bo nie mają do nich konkretnych melodii. Bardzo szybko załapali i brzmieli świetnie J Miło było słyszeć afrykańskie wykonanie europejskich pieśni.
Dziś dalszy ciąg nauki. Pokserowałam chórzystom teksty i wspólnie śpiewaliśmy. Zostałam też na drugiej części próby i osłuchałam się z paroma pieśniami w języku nanja. Poprosiłam, żeby dziewczyny napisały mi teksty i może spróbuję się ich nauczyć J Tańczyłam razem z nimi, klaskałam w dłonie i próbowałam sobie podśpiewywać. Było cudownie! Swoją drogą, to zabawne, że biała kobieta uczy śpiewać czarnych… Przecież oni są w tym najlepsi! Ale nie zaszkodzi im poznać czegoś nowego ;)
Przed próbą poszłam na wioskę po crocodile bread, bo Marcin jeszcze nie jadł J. I tak jak z początku było to miłe, tak już teraz zaczynają mnie wnerwiać nieustanne okrzyki „musungu tere rere” (prawdziwy biały człowiek, obcy), „how are you” itd. Nie da się przejść przez wioskę anonimowo. Ciągle trzeba im odpowiadać, odmachiwać, przybijać piątkę i mówić „no, thanks” jak coś próbują ci wcisnąć. Bycie białą gwiazdą jest uciążliwe :D Jak zwykle przez całą noc słychać było muzykę i śpiewy. PIĄTEK! Uwielbiam to tutaj, choć czasem ciężko zasnąć J
Trzymajcie kciuki za mój jutrzejszy debiut na Mszy – musungu będzie śpiewało psalm :D
Pięknego weekendu, przesyłam Wam dużo ciepła!

Dosia



Musungu naucza :)


Dzieciaki ze szkoły w Chilandze 

Dziewczynki w trakcie przerwy :)

Jeden z portretów - Annie :)

Ja czytałam, dzieci rysowały

Mój zielony rumak

Kolejny portret 

Podczas przerwy

Aaaaaaaaaaale Was dużo!

Aniołki 

Modlitwa dzieci

Test


Śpiewamy

Zdolniachy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz